środa, 30 marca 2016

Co zabrać do szpitala - czyli pakujemy walizkę do porodu


Co zabrać ze sobą do szpitala? Teoretycznie prosta sprawa. W praktyce robi się to już trochę skomplikowane. I choć po pierwszym porodzie mam już jakieś doświadczenie, to nadal nie jestem pewna, czy aby na pewno o niczym nie zapomniałam.




Są dwie grupy mam rodzących po raz pierwszy: te, które zabierają ze sobą do szpitala jedną walizeczkę i te, które zabierają ze sobą ich pięć :) Ja byłam w tej pierwszej grupie, więc wyobraźcie sobie z jakim wytężeniem pracował mój umysł, gdy położyli mnie na sali obok kobiety z czterema walizkami... Co ona ma w tych torbach? Czy ja na pewno jestem dobrze przygotowana? Czy mam wszystko czego mi i dziecku potrzeba skoro mam jedną walizeczkę, a ona ma ich cztery? Na pewno czegoś zapomniałam.... Na pewno coś pominęłam... Rozmyśleniom nie było końca, dopóki sprawa się nie wyjaśniła: ta kobieta mieszkała coś ok. 60 km od miasta i musiała być konkretnie zaopatrzona, bo nie miała takiej możliwości, że coś zostanie jej dowiezione w 15 minut w razie potrzeby. Choć i w takim przypadku nie wiem co bym spakowała w cztery walizki... Ale przejdźmy do rzeczy. Co w takim razie spakować, żeby nie tachać kilku walizek, a żeby nie martwic się,że nie mamy wszystkich potrzebnych rzeczy? Oto moja lista:

DLA MAMY:
*koszula do spania (oczywiście rozpinana do karmienia) - 3 szt 
*szlafrok
*ręcznik kąpielowy duży
*ręcznik mały
* bielizna jednorazowa (5-6 par)
*podkłady poporodowe (ja zabieram jedno opakowanie, ponieważ zajmują sporo miejsca, a są dostępne w kiosku szpitalnym i tam dokupię więcej)
*wkładki laktacyjne
*chusteczki do higieny intymnej - 3 opakowania (ratują życie  i samopoczucie po porodzie, zamiast papieru toaletowego)
*skarpetki - 3 pary
*trepki
*klapki pod prysznic
*kosmetyczka:
-płyn do kąpieli
-płyn do higieny intymnej,
-szampon i odżywka do włosów w wersji mini (w drogeriach dostępne są w mini buteleczkach w formie próbek)
-balsam do ciała (również w małej butelce)
-szczoteczka do zębów i pasta,
-krem do twarzy,
-gumki i spinki do włosów (są bardzo przydatne)
-tonik  do twarzy i płatki higieniczne
-chusteczki higieniczne
-podstawowe kosmetyki do makijażu - jeśli chcemy  się pomalować przy wyjściu ze szpitala
*woda mineralna - najlepiej w butelce z dzióbkiem (wody powinno się pić bardzo dużo po porodzie, ponieważ dzięki niej przybywa nam pokarmu, dlatego warto aby ktoś nam na bieżąco ją donosił)
*kubek, sztućce (w zależności od szpitala, u mnie trzeba mieć swoje)
*aparat fotograficzny (w zależności od upodobań, bo niektórym wystarczy telefon )
*ładowarka do telefonu
*ubranie na wyjście ze szpitala
*przekąski do jedzenia - jest to dosyć istotne, bo szpitalne porcje jak dla kobiet potrzebujących dobrze się odżywiać są zbyt ubogie i nie zawsze "zjadalne" ;)
 


DLA DZIECKA:
*body z krótkim rękawem - 5 szt
*pajac - 5 szt
*kaftanik - 3 szt
*skarpetki - 2 pary
*pielucha tetrowa - 2 szt
*pielucha flanelowa - 2 szt
*niedrapki - 2 pary
*czapeczka cienka
*śliniaczek
*rożek
*kocyk
*ręcznik
*kosmetyki do pielęgnacji - tu należy się dowiedzieć w szpitalu co zapewniają maluszkowi w pierwszych dniach życia, ponieważ ja przy pierwszym porodzie miałam wszystko ze sobą a nie skorzystałam z niczego - wszystko było zapewnione przez szpital ( maść do pupci, krem do ciała, płyn do kąpieli)
*ubranko na wyjście ze szpitala (dopasowane do pogody)
*pieluchy jednorazowe 1 - 1 opakowanie
*chusteczki nawilżane do pupci






sobota, 26 marca 2016

Malowanie pisanek Wielkanocnych


Wielka Sobota prawie się kończy i chociaż pogoda nie dopisała, to i tak dzień zaliczamy do udanych. Wstaliśmy rano, przygotowaliśmy koszyczek do święcenia i nawet udało Nam się go poświęcić między deszczem a deszczem.

W tym roku po raz pierwszy wypróbowałam barwniki do jajek i niestety nie sprostały moim oczekiwaniom. Zdecydowanie zostaję przy tradycyjnych łupinkach z cebuli. Takie farbowanie jest szybkie, proste i efektowne. Jednak górę biorą stare, babcine sposoby :) co nie znaczy, że za rok nie wypróbujemy czegoś nowego. A teraz popatrzcie jak się farbowały nasze jaja krok po kroku:)


1. Przygotowałyśmy jajka do farbowania, wybrałyśmy te z najjaśniejszą skorupką, żeby kolor złapał jak najlepiej


2. Wszystkie dokładnie umyłyśmy, żeby nie były tłuste


3. Przygotowałyśmy łupinki z cebuli





4. Na spodzie garnka wyłożyłyśmy łupinki, następnie ułożyłyśmy jaja, które również przykryłyśmy łupinkami i delikatnie zalałyśmy wodą tak, żeby zakryła jaja i łupinki



I gotowałyśmy ok. 15-20 minut od zagotowania. PO wyjęciu z garnka zostawiłyśmy na ręczniku papierowym do obsączenia.


Drugą partię jajek jak już wcześniej wspomniałam, farbowałyśmy w barwniku. Kolory i nasycenie wyszły ładne, jednak wyjmując jajka ze szklanek łyżką kolor się ścierał. Również po wyjęciu na ręczniki kolor pozostawał na nich,  zamiast na jajkach. Nie wspominając już o nacieraniu jajek tłuszczem , żeby się ładnie błyszczały. W efekcie wyglądały one tak:






Efekt końcowy był jednak zadowalający mimo tego, że jaja z barwnika nie były takie jak sobie wymarzyłam.








Jajka gotowe, święconka przygotowana, tylko taty, który pojechał kupić koszyczek nie widać ;)




Na szczęście Zuzia go wreszcie wypatrzyła :)




Koszyczki gotowe, możemy jechać święcić :)







Życzymy wszystkim Wesołych Świąt :)






czwartek, 24 marca 2016

Czas, czas, czas...

Czas.... to jest właśnie to, czego chwilowo mi zabrakło. Najlepiej, żeby doba się wydłużyła dwukrotnie, to wtedy udało by mi się może nadrobić to wszystko, co chciałabym zrobić i byłabym na bieżąco.

Święta, przeprowadzka, przygotowania do pojawienia się Henia, Zuzanna, która jest wszędzie i która uwielbia robić bałagan (a sprzątać musi mama), pranie, prasowanie, sprzątanie i te wszystkie codzienne obowiązki, których się nie da pominąć. Jak by tego wszystkiego było mało, to mama sobie wymyśliła pisanie bloga..., w czasie, kiedy natłok wszystkich rzeczy i spraw do ogarnięcia jest tak duży jak jeszcze chyba nigdy.... i czym to poskutkowało? Kilka postów (kosztem snu :)) i prawie tydzień ciszy. I w tym momencie właśnie chciałabym sprostować - NIE, nie wycofałam się, nie zrezygnowałam, nie odpuściłam sobie. Za długo się zbierałam do założenia bloga, żeby tak szybko odpuścić :) Dlatego informuję: pomysły są, tematy też, nawet zdjęcia, tylko po prostu brakuje czasu, żeby to wszystko poskładać, ale obiecuję poprawę. Postaram się w najbliższym czasie zacząć pisać regularnie, a póki co pozostaje mi jedno do powiedzenia: przepraszam :) i dziękujemy za tak liczne odwiedziny.

P.S. Znacie to?




Pozdrawiamy :)




sobota, 19 marca 2016

Brzuszkowa sesja zdjęciowa - mojego autorstwa :) #FOTOPOST

Dzisiaj post fotograficzny, więc rozpisywać się nie będę wcale. Prawie wcale :) Napiszę krótko, że nie tylko mama Zuzi jest w ciąży, ale i ciocia. Tak więc Zuzanna w krótkim czasie zdobędzie dwóch nowych braciszków :) :) :)



























A na koniec podziękowania cioci dla Zuzi w formie buziaka, bo przecież towarzyszka zamieszania wykonała największą robotę: biegała, dokuczała, przeszkadzała, utrudniała i wydłużała... a czasu nie miałyśmy zbyt wiele :)
Ale przecież nie mogło jej zabraknąć przy takiej atrakcji, jak robienie zdjęć cioci.





ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Ciążą - pierwsza a druga - co się zmienia?


czwartek, 17 marca 2016

Druga ciąża - co się zmienia? #2

Przyszła pora na ciąg dalszy... Wiem, wiem, trochę to trwało, ale rozrabiaka nie pozwala mamie na zbyt wiele, dlatego brak mi czasu na zrobienie czegokolwiek. Tak więc napisanie kilku zdań, czasem zajmuje nawet kilka dni. (Pierwsza część postu: Ciąża - pierwsza a druga - co się zmienia?)

W czasie drugiej ciąży wszystko kręci się wokół tego, że jedno dziecko już mamy. Sam ten fakt jest ogromną zmianą, która odwraca dosłownie wszystko do góry nogami. Ilość obowiązków na naszej głowie jest znacznie większa niż w pierwszej ciąży.
Wiąże się to z tym, że mamy o wiele mniej czasu dla siebie, na odpoczynek, czy też na krótką drzemkę. Ciężarne kobiety często "dopada" chęć położenia się i odprężenia choćby przez 20 - 30 minutek - a niestety, gdy słyszy się średnio trzy razy na minutę : MAMO! - to ciężko nawet pomarzyć o odpoczynku; a co będzie po porodzie? I jak drugi raz przetrwać ten poród?
No i właśnie... Druga ciąża, to jak już wspomniałam dużo większy strach przed porodem, gdyż już wiemy czego się spodziewać i co Nas czeka. Ja osobiście jestem przerażona i od kilku dni nie mogę myśleć o niczym innym, a strach mnie nie opuszcza już nawet na chwilę. Pocieszam się jedynie tym, że pierwszy poród był bez znieczulenia, natomiast tym razem zdecydowanie z niego nie zrezygnuję.


Jeśli chodzi o obawy, to towarzyszą one Nam nadal, z tym, że trochę się zmieniają.   Tym razem już wiemy, że potrafimy się zająć dzieckiem i że  damy radę je wykąpać, przewinąć i nakarmić wtedy właśnie, kiedy ono tego chce. Teraz zastanawiamy się, jak pogodzimy wychowanie dwójki , skoro już jedno pochłania cały nasz czas i całą naszą uwagę? I jak nasze dziecko zareaguje na pojawienie się drugiego? Nowego obiektu zainteresowania mamy i taty? Czy nie będzie zazdrosne?  Jak przyjmie to, że teraz czas rodziców będzie musiało dzielić z drugim dzieckiem?

Kolejną zmianą jest to, że nie śledzimy każdego tygodnia rozwoju płodu. Książki, czasopisma i strony internetowe zostają na boku. Raz, że już to wszystko przestudiowałyśmy podczas pierwszej ciąży, a dwa, że i tak nie mamy na to czasu, bo przecież trzeba nakarmić dziecko, pobawić się z nim, iść na spacer, a po spacerze ugotować obiad i znów poświęcić czas na zabawę.
Zmieniło się również to, że w chwili obecnej nie potrafię bez dłuższego zastanowienia się, powiedzieć w którym tygodniu ciąży jestem. Muszę sobie to szybciutko przeliczyć, bądź ratuję się terminem porodu, co w pierwszej ciąży się nie zdarzało :) Wtedy zawsze wiedziałam ile to tygodni i dni już za mną :)



W drugiej ciąży zmieniają się też odczucia. Dużo wcześniej odczuwamy ruchy dziecka, a w zasadzie to wcześniej jesteśmy świadomi, że są to ruchy naszego dziecka. I choć już to znamy z doświadczenia, to są one tak samo piękne i tak samo cieszą, a dodatkowo skłaniają do wspomnień jak to było przy pierwszym dziecku. Wtedy Nasza radość jest podwójna.

Doświadczenie z pierwszej ciąży pomaga Nam w rozsądniejszym skompletowaniu wyprawki dla maluszka, jak i w spakowaniu torby do szpitala. Ja zrezygnowałam z zakupu wielu rzeczy, które okazały się zbędne przy Zuzi. Również ubranek kupiłam mniej więcej jedną trzecią tego co poprzednio. Potrafię lepiej sprecyzować czego naprawdę potrzebuje i na jak długo mi to posłuży. Dzięki temu nie zawalam szafy malutkimi ubrankami, bo wiem że te kilka sztuk mi wystarczy na te pierwsze dni, w których maluch tak szybko rośnie(oczywiście nie biorąc pod uwagę tych perełek z wyprzedaży, których "żal nie kupić za tę cenę" ;), ale i tu królował rozsądek).




Wszystkie te zmiany o których piszę, są moimi osobistymi odczuciami i oczywiście nie każda mama musi się ze mną zgodzić. W końcu każda ciąża jest inna, przechodzimy je różnie i rożne są nasze podejścia.



poniedziałek, 14 marca 2016

Ciążą - pierwsza a druga - co się zmienia?

....Ciąża.... to chyba wymarzony czas w życiu większości kobiet i choć nie jedną z Nas na początku dopada przerażenie, to tak naprawdę szybko ustępuje ono miejsca radości i szczęściu.
....Druga ciąża.... to czas, w którym na początku dopada Nas jeszcze większe przerażenie, ale jeszcze szybciej Nas opuszcza.
Tak właśnie wygląda moje porównanie pierwszej i drugiej ciąży. Oczywiście to tak w skrócie. Teraz rozpiszę się troszkę bardziej :)



Pierwsza ciąża - chyba każda mama to potwierdzi, że nawet ta wyczekiwana przynosi ze sobą wiele obaw... Jak to teraz będzie? Jak będzie wyglądało Nasze życie? Jak My temu podołamy? Czy jesteśmy gotowi na dziecko? Czy będziemy w stanie je dobrze wychować? Czy będę potrafiła zmienić pieluszkę takiemu maleństwu? Jak dam radę je wykąpać? A jak będzie płakać...??? Skąd mam wiedzieć dlaczego i jak je uspokoić? Na początku takich pytań było bardzo dużo. Później to minęło. Uświadomiłam sobie, że każda mama przed urodzeniem pierwszego dziecka tego nie wie, a sprawdza się w tej roli doskonale. W najbliższym otoczeniu dostrzegłam, że nawet te z najbardziej roztargnionych moich koleżanek są wspaniałymi mamuśkami i bez najmniejszego problemu dają sobie radę. Więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko się cieszyć i wyczekiwać....

No i właśnie... to wyczekiwanie. Każdy kolejny tydzień ciąży, to siedzenie przed komputerem i śledzenie: co się teraz rozwija, jakiej wielkości jest teraz moje "dzieciątko", ile mniej więcej waży. Dzień po dniu obserwowanie brzucha i zadawanie sobie pytania: urósł trochę czy nie? Chyba trochę jest większy. Nie, chyba mi się wydaje. A może jednak troszeczkę... Książki, czasopisma, strony internetowe, porady i zgłębianie wiedzy o ciąży, o macierzyństwie, o potrzebach maluszka... Czekanie na kolejne wizyty, USG, ciekawość jak wygląda, jaka płeć, do kogo będzie podobne.



Następnie przychodzi kolej na myślenie o pojawieniu się dziecka na świecie... Przecież musi mieć gdzie spać, muszę je w coś ubrać, w czymś wykąpać, gdzieś muszę znaleźć miejsce na wszystkie jego rzeczy... I zaczyna się przemeblowanie, sprzątanie, układanie, kupowanie, prasowanie. Jak to ładnie nazywają w literaturze fachowej: "syndrom wicia gniazda".

Gniazdo uwite, więc pora przygotować wyprawkę do szpitala. No tak... tylko co w takiej wyprawce ma się znaleźć? I znowu: wertowanie stron internetowych, książek, czytanie opinii innych mam i wywiad z koleżankami, które już rodziły. Teoretycznie: prosta sprawa, praktycznie: wszędzie radzą co innego. I kogo tu słuchać? Przecież nie chcę jechać na porodówkę z czterema walizkami... Dlatego część rzeczy spakowałam,a część miałam przygotowanych, żeby w razie potrzeby zostały mi dowiezione do szpitala.




Kiedy to wszystko już mamy za sobą, przychodzi kolej na "O rany, to już tak blisko..." I znowu przejawy przerażenia. Ja samego porodu się nie bałam. Choć słyszałam kilka "strasznych" historii jaki to ból i jakie to straszne, ale stwierdziłam, że skoro wszystkie kobiety rodzą i żyją to po co się bać? Podeszłam do tego z dystansem, bo przecież muszę urodzić, niezależnie od tego jaki to ból. I to jest właśnie to co się głównie zmieniło.... Teraz strach jest OGROMNY...


Miało być krótko, zwięźle i na temat, a się trochę przedłużyło. Dlatego też, żeby Was nie zamęczyć wypracowaniem, rozdzielę temat na dwa posty. Moje spostrzeżenia z drugiej ciąży i więcej szczegółów dotyczących tego, co się zmienia dowiecie się w następnym wpisie (Druga ciąża - co się zmienia? #2). Zapraszam do śledzenia :) Pozdrawiamy wraz z Zuzanną :* :* :*