poniedziałek, 14 marca 2016

Ciążą - pierwsza a druga - co się zmienia?

....Ciąża.... to chyba wymarzony czas w życiu większości kobiet i choć nie jedną z Nas na początku dopada przerażenie, to tak naprawdę szybko ustępuje ono miejsca radości i szczęściu.
....Druga ciąża.... to czas, w którym na początku dopada Nas jeszcze większe przerażenie, ale jeszcze szybciej Nas opuszcza.
Tak właśnie wygląda moje porównanie pierwszej i drugiej ciąży. Oczywiście to tak w skrócie. Teraz rozpiszę się troszkę bardziej :)



Pierwsza ciąża - chyba każda mama to potwierdzi, że nawet ta wyczekiwana przynosi ze sobą wiele obaw... Jak to teraz będzie? Jak będzie wyglądało Nasze życie? Jak My temu podołamy? Czy jesteśmy gotowi na dziecko? Czy będziemy w stanie je dobrze wychować? Czy będę potrafiła zmienić pieluszkę takiemu maleństwu? Jak dam radę je wykąpać? A jak będzie płakać...??? Skąd mam wiedzieć dlaczego i jak je uspokoić? Na początku takich pytań było bardzo dużo. Później to minęło. Uświadomiłam sobie, że każda mama przed urodzeniem pierwszego dziecka tego nie wie, a sprawdza się w tej roli doskonale. W najbliższym otoczeniu dostrzegłam, że nawet te z najbardziej roztargnionych moich koleżanek są wspaniałymi mamuśkami i bez najmniejszego problemu dają sobie radę. Więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko się cieszyć i wyczekiwać....

No i właśnie... to wyczekiwanie. Każdy kolejny tydzień ciąży, to siedzenie przed komputerem i śledzenie: co się teraz rozwija, jakiej wielkości jest teraz moje "dzieciątko", ile mniej więcej waży. Dzień po dniu obserwowanie brzucha i zadawanie sobie pytania: urósł trochę czy nie? Chyba trochę jest większy. Nie, chyba mi się wydaje. A może jednak troszeczkę... Książki, czasopisma, strony internetowe, porady i zgłębianie wiedzy o ciąży, o macierzyństwie, o potrzebach maluszka... Czekanie na kolejne wizyty, USG, ciekawość jak wygląda, jaka płeć, do kogo będzie podobne.



Następnie przychodzi kolej na myślenie o pojawieniu się dziecka na świecie... Przecież musi mieć gdzie spać, muszę je w coś ubrać, w czymś wykąpać, gdzieś muszę znaleźć miejsce na wszystkie jego rzeczy... I zaczyna się przemeblowanie, sprzątanie, układanie, kupowanie, prasowanie. Jak to ładnie nazywają w literaturze fachowej: "syndrom wicia gniazda".

Gniazdo uwite, więc pora przygotować wyprawkę do szpitala. No tak... tylko co w takiej wyprawce ma się znaleźć? I znowu: wertowanie stron internetowych, książek, czytanie opinii innych mam i wywiad z koleżankami, które już rodziły. Teoretycznie: prosta sprawa, praktycznie: wszędzie radzą co innego. I kogo tu słuchać? Przecież nie chcę jechać na porodówkę z czterema walizkami... Dlatego część rzeczy spakowałam,a część miałam przygotowanych, żeby w razie potrzeby zostały mi dowiezione do szpitala.




Kiedy to wszystko już mamy za sobą, przychodzi kolej na "O rany, to już tak blisko..." I znowu przejawy przerażenia. Ja samego porodu się nie bałam. Choć słyszałam kilka "strasznych" historii jaki to ból i jakie to straszne, ale stwierdziłam, że skoro wszystkie kobiety rodzą i żyją to po co się bać? Podeszłam do tego z dystansem, bo przecież muszę urodzić, niezależnie od tego jaki to ból. I to jest właśnie to co się głównie zmieniło.... Teraz strach jest OGROMNY...


Miało być krótko, zwięźle i na temat, a się trochę przedłużyło. Dlatego też, żeby Was nie zamęczyć wypracowaniem, rozdzielę temat na dwa posty. Moje spostrzeżenia z drugiej ciąży i więcej szczegółów dotyczących tego, co się zmienia dowiecie się w następnym wpisie (Druga ciąża - co się zmienia? #2). Zapraszam do śledzenia :) Pozdrawiamy wraz z Zuzanną :* :* :*




1 komentarz: